czwartek, 7 października 2021

Trogir to nie tylko miasto !


Witajcie w kolejnej części naszych wakacji. Tym razem chciałabym Was zabrać do Trogiru oraz wyspy Ciovo. Jestem ciekawa czy też tam byliście i co Wam się podobało a co nie. My zatrzymaliśmy się na 7 nocy w hotelu Medena pod Trogirem. Był to nasz pierwszy all inclusive, dlaczego wcześniej tak nie jeździliśmy? Bo nas praktycznie po śniadaniu do wieczora w hotelu nie było. Jednak w tym roku ceny w restauracjach mocno poszły w górę i postanowiliśmy spróbować coś innego. Jak oceniam hotel? Później podzielę się z Wami moją opinią.










MEDENA:

- Mieszkaliśmy na 7 piętrze i mieliśmy piękny widok na wyspy i morze, mogła bym mieć taki widok codziennie.
- Pokoje były odnowione i nowoczesne
- Obsługa bardzo miła i pomocna
- Bar przy basenie dla All inclusive był otwarty tylko do 17:30, co powodowało że po 18:00 nikogo tam już nie było
- Hotel znajduje się przy morzu, gdzie mamy i delikatne zejście do wody oraz typowe dla Chorwacji płyty betonowe.
- Jedyny i ogromny dla mnie minus to ogrom ludzi, podczas posiłków dopiero uświadomiłam sobie ile osób jest w hotelu. Po odstaniu w kolejce po jedzenie trzeba było dość długo polować na wolny stolik. Na szczęście znaleźliśmy godziny takie aby był jak najmniejszy tłum
- Na terenie hotelu było 6 kortów tenisowych, boiska do piłki nożnej, koszykówki, minigolf, basen oraz mały basenik dla dzieci
- Wieczorami w restauracji na dworze codziennie była muzyka na żywo, codziennie ktoś inny śpiewał, no i oczywiście tańce

Jeżeli lubicie taki klimat to bardzo polecam, ja jednak jestem za małymi hotelami.













Miasto Trogir


Od hotelu do centrum Trogiru prowadził chodnik wzdłuż wybrzeża więc wyprawa w takim otoczeniu przyrody szybko minęła. Mieliśmy mniej więcej 45-55 min pieszej wycieczki i póki rano nie było mocnego słońca to już wracając żałowałam, że nie zawołaliśmy taxi wodnej.

W centrum Trogiru zwiedziliśmy:
- Targ rybny - radzę wybrać się tam z samego rana
- Targ warzywno- owocowy - gdzie kupicie przepyszne suszone w słońcu figi oraz oliwy własnej produkcji
- Wyspę na której mieści się stare miasto - Jest na prawdę bajeczne, uwielbiam bez mapy błądzić po uliczkach i zadziwiać się z każdym zakrętem. Też tak macie? Nie lubię typowego zwiedzania z mapą i trzymania się planu.















PLAŻE


Oczywiście chcę Wam też zdradzić jakie plaże przypadły nam do gustu. Wiem, że jest tam w okolicach chyba z tysiąc różnych małych i dużych plaż, ale każdy szuka czegoś innego. Dla mnie podstawa to: bliskość toalety i przebieralni, nie strome zejście do morza i luz na plaży a nie człowiek przy człowieku. Odkryłam też ostatnio z mężem podglądanie rybek i dna morza, co pozwala nam ciekawie spędzić czas na plaży a nie tylko opalanie:

- Chocolate Beach - ma huśtawkę z napisem Trogir i widok na startujące i lądujące samoloty, niestety są tam dość duże jak na mnie fale i za strome zejście
- miejscowość Slatine - jest tam wiele plaż i chyba każda z nich nas zauroczyła spokojem, ciszą i piękną wodą
Labadusa - jak dla mnie trochę przereklamowana. Parking jest płatny tylko na cały dzień, zejście do wody może nie jest mocno strome ale są tam od razu duże śliskie kamienie i mimo butów było to wyzwanie. Fale o wiele większe i woda ciut chłodniejsza
- plaża przy hotelu Medena- bliskość restauracji i hotelu, dużo gatunków rybek, jednak dość strome zejście i dużo płyt betonowych, jednak kawałek w prawo i znajdziemy łagodne zejście i mniejszy tłok














Miałam okazję zjeść mięso i kolagen rekina, było to dość ciekawe doznanie kulinarne, którego raczej nie powtórzę. Dlaczego? Mięso ryby smakowało jak wędzona białą ryba a kolagen trochę jak galareta po rybie na święta. Pewnie w restauracji musimy za to trochę zapłacić ja na szczęście miałam to danie w pakiecie w hotelu. Próbowaliście? Uważam, że warto próbować nowych smaków i znajdować nowe doznania.

Byliście w Trogirze? Czy Wam też się spodobał tak jak mi? Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam Chorwację czuję dość mocne przywiązanie do niej i wielką chęć zamieszkania tam i co raz mocniejszego poznania kultury i codziennego życia. Zabieram się zaraz do pisania kolejnej części wyprawy.

Monika







 

wtorek, 28 września 2021

Jeju może mydło?

 



Dzisiaj sobie uświadomiłam, że cieszę się, iż wróciłam do pisania bloga....czułam, że czegoś mi brakuje i tutaj mogę się dzielić  nie tylko opiniami o kosmetykach ale też o różnych przemyśleniach. Mam nadzieję, że czekacie na fotorelację z wakacji i odrobinę słońca.


Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym kosmetykiem marki ziaja serii Jeju. Ostatnio pokazałam Wam mgiełkę do ciała, która stała się moim ulubieńcem, natomiast dzisiaj chciała bym Wam pokazać mydło, ale nie tradycyjne tylko w tubce. Jestem ciekawa jakie jest Wasze podejście do takiego typu kosmetyków.





OD MARKI:

- produkt wegański
- białe mydło do twarzy przeciw sebum z nutą mango, kokosa i papai
- do mycia klasycznego lub szczoteczką
- głębokie oczyszczanie
- dokładnie myje, odtłuszcza, odblokowuje pory z nadmiaru sebum

kluczowe składniki
- olej z kamelii japońskiej z wyspy Jeju koi i nawilża skórę
- wyciąg z czystka skuteczny w pielęgnacji cery trądzikowej
- roślinna pochodna aminokwasu glicyny głęboko nawilża naskórek

Cena:
8 zł





MOJA OPINIA:

- Mydło bardzo dobrze się rozprowadza i pieni, przez co skóra jest porządnie oczyszczona

- Kosmetyk lekko ściąga skórę i pory, a buzia staje się gładsza
- Nie potrzebuję mocnego zmatowienia, ale zauważyłam że cera poprawiła się i tak szybko się nie przetłuszcza
- Lubię też używać go do dekoltu oraz ramion, bo mam tam przesuszającą się skórę. Skóra poprawiła się i stała się gładsza.
- Zapach jest bardzo delikatny i przyjemny, tak samo jak mgiełki do ciała. Ziaja postarała się.
- Nigdy wcześniej nie miałam mydła w tej formie i muszę przyznać, że mnie pozytywnie zaskoczył 
- Cena również zachęca, bo kosmetyk jest bardzo wydajny
- Idealnie nadaje się na podróże, bo mam pewność, że mydło z hotelu mnie nie podrażni bo mam swoje

Jak dla mnie 5/5








Nie mówiłam Wam jeszcze ale polubiłam ostatnio bardzo spacery z kijkami, staram się jak tylko jest pogoda iść na szybszy spacer. Cieszę się, że jest w mojej miejscowości dużo tras pieszych i zauważyłam, że co raz więcej osób dba o swoje zdrowie i też się rusza. Nie lubię biegać więc to jest dla mnie dobry kompromis. A Wy jak spędzanie aktywnie czas? Dobrze, że i po śniegu można z nimi chodzić.

Monika





poniedziałek, 20 września 2021

Węgierska wyprawa do winnic, czyli relacja z wakacji.

 




Właśnie oddałam telefon do naprawy, ponieważ bateria mi spuchła, chyba za dużo zdjęć haha. Na szczęście zdążyłam je zgrać i przygotowałam dla Was wpis.

Nadszedł czas na mój powakacyjny cykl relacji, jeszcze nie wiem z ilu części będzie się składał. Chciałabym z Wami podzielić się wrażeniami tymi pozytywnymi jak i negatywnymi, moimi spostrzeżeniami oraz zdjęciami. W tym roku zrobiłam ich na prawdę dużo i przed ogromnym wyzwaniem stanęłam aby wybrać te na bloga oraz te do mojego prywatnego albumu. Staram się 2-3 razy do roku drukować zdjęcia, jednak jest to dla mnie o wiele przyjemniejsza forma niż ta na telefonie, ale wróćmy do wycieczki.

Pierwszym naszym przystankiem była miejscowość nad Balatonem, czyli Keszthely. Jest to taki typowy kurort, który na początku września lekko wymiera. Dla nas to było idealnie, ponieważ nie lubimy tłumów i kolejek do restauracji czy atrakcji. Pogoda dopisywała i było około 25 stopni. 

NOCLEG:


Zatrzymaliśmy się w Steinhouse, który możemy szczerze polecić. Może wystrój zatrzymał się w czasach PRL, ale mieliśmy bardzo ładny taras oraz drugi który był na dachu hotelu a z niego było widać Balaton. Nad samo jezioro było może 5 minut spaceru.












ATRAKCJE


Nad samym Balatonem jest typowy deptak a na nim kilka atrakcji jak napis, park czy diabelski młyn. Znajdziemy też tam uliczkę z restauracjami, barami oraz wejściem na plażę, która w sezonie jest płatna. Teren jest na prawdę zadbany i jeżeli ktoś ma dzieci to na pewno nie będą się tam nudzić.

Sam Balaton jest bardzo płytki z brzegu. Z tabliczki wynikało, że dopiero po 150 m jest 180 cm głębokości. Dla mnie, dla osoby, która nie umie pływać jest to idealne miejsce. Podłoże jest dość twarde, powiedziałabym że gliniaste.

Polecam też pójść do centrum miasta jest tam piękny park oraz pałac z ogromnym ogrodem, którego nie udało nam się w całości niestety obejrzeć.

Jeżeli lubicie wina to w marketach znajdziecie oryginalne Tokaje od 3,50 zł !! U nas w Polsce około 15-20 zł trzeba dać za nie. Był to dla mnie szok, bo sama butelka jest przecież też coś warta.

Niekoniecznie polecam gulasz w tej miejscowości, nie był to prawdziwy węgierski gulasz. Brakowało mi smaku oraz lanych kluseczek. Jestem ogromną fanką tego dania i jak jesteśmy na Węgrzech mogłabym codziennie go jeść.

Ten ładny domek na zdjęciach to przebieralnie, też byłam w szoku! Byłam przekonana, że to restauracja. Za nim jest mały pub w okienku z pięknym widokiem na Balaton.














WINNICE


Od dłuższego czasu marzyłam o tym aby pojechać do takiej prawdziwej dużej winnicy na degustację. W tamtym roku byliśmy w małej, ale w Chorwacji. Przeczytałam, że ten rejon słynie z winnic i jest tam miejscowość Badacson, która jest praktycznie jedną wielką winnicą. 

W punkcie informacyjnym otrzymaliśmy mapę z zaznaczonymi wszystkimi winnicami, podejrzewam że tydzień by nie starczył na odwiedzenie ich wszystkich. Wcześniej poczytałam opinię i wybraliśmy dwie.


WINNICA FOLLY

Jest to jednocześnie też arboretum, czyli coś co uwielbiam ...natura. Po ścieżkach chodziliśmy prawie godzinę podziwiając okolicę oraz winnicę i bardzo stare krzewy. Właściciele szykują się pomału do zbiorów a kiście wyglądają niesamowicie.  Po spacerze udaliśmy się na degustację oraz mały poczęstunek.

Koszt:

- wstęp do arboretum 1800 forintów/ os
- degustacja 3 win z poczęstunkiem 2200 forintów 
-można też w restauracji zamawiać pojedyncze kieliszki wina za około 8-10 zł 
- polecam też ich sok który wygląda jak oranżada o smaku lawendowym. Coś niesamowitego.

W centrum miejscowości Badacson znajduje się punkt informacyjny a powyżej niego zaczynają się okoliczne winnice. Tam też można kupić przy drodze w plastikowych lub szklanych butelkach regionalne wyroby. 



















Szczerze polecam Wam taka wycieczkę. Jednak jeżeli będziemy tam znowu jechać chyba wybierzemy się tydzień wcześniej, chodzi głównie o większy wybór restauracji, bo my głównie kulinarnie podróżujemy. Winnica nas totalnie urzekła i zakochałam się w tych widokach. Niedaleko też jest miejscowość Tapolca, gdzie można pływać podziemnymi jaskiniami są tam też gorące źródła. To nasz cel na najbliższą wyprawę chyba. 

W kolejnym wpisie zabiorę Was do gorącej i magicznej Chorwacji. 




Monika




Napisz do mnie

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...